Dziś blog wspiera:

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Mapizm, czyli psychologia geograficzna

Nawet nie zdajemy sobie sprawy z faktu, jak bardzo na nasze widzenie nas, innych narodów, kontynentów, naszego miejsca w historii i cywilizacji miało wpływ gapienie się przez kilka lat na mapę świata.

Pamiętam ten moment, kiedy pierwszy raz przyleciałam na lotnisko im. Czang Kaj-szeka pod Tajpej na Tajwanie. Czekała na mnie skromna delegacja rządowa. Miałam za sobą jakieś 30 godziny podróży, najpierw pociągiem do Warszawy, potem LOTem do Amsterdamu, potem KLMem przez Bangkok do Tajpej. Wyruszyłam w poniedziałek wczesnym rankiem, a na miejscu, także dzięki różnicy czasu, byłam następnego dnia wieczorem, więc łatwo sobie wyobrazić nędzny stan mojego ciała i ducha. Powiedziałam więc coś zdawkowego urzędnikom rządu tajwańskiego i dwóm miłym dziennikarkom z China Post, och, dzień dobry, bardzo się cieszę, strasznie długo się leciało do tego waszego kąta mapy.

Państwo środka mapy

No bo, między nami mówiąc, Tajwan jest przecież w prawym kącie mapy, prawda? Przypomnijcie sobie znaną nam mapę świata, może nie leży całkiem na krawędzi, ale jednak na uboczu (jakoś tak zakładam, że wiecie, gdzie leży Tajwan - ale jak nie, to jest to ta kropka u wybrzeży Chin):
5211e7244608050470d7968760c9da58
Atmosfera trochę się napięła, zaraz, co ty mówisz, jak to „do kąta mapy”? Przecież to Polska jest w kącie mapy, a my jesteśmy w środku, powiedzieli uprzejmie, ale czujnie urzędnicy Kuomintangu, patrząc mi uważnie w oczy. Już miałam zaprotestować, no kaman, jak to, wszyscy mieliśmy geografię, kiedy nad ich głowami, na ścianie terminalu, zobaczyłam trzydziestometrową mapę o takim mniej więcej układzie:
political-world-map-scale-130-million-no-flags397
Rzeczywiście, Europa była jakimś nieznaczącym wyrostkiem w lewym górnym rogu mapy, a Polska była niewielką plamą na wyrostku. Środek tej mapy - chińskiej z założenia, bo przecież Kuomintang uważał się za prawowity rząd chiński - zajmują, jak widać, Chiny, leżące w środku chińskiego świata. Tu możecie mieć chwilę iluminacji i zrozumieć, czemuż Chińczycy (a za nimi i my czasem) nazywają swój kraj Państwem Środka. Bo jest w środku mapy i w środku świata, proste?
922pxFlammarionWtedy po raz pierwszy sobie zdałam sprawę z istnienia nieuchwytnego, ale wyraźnego wpływu wyglądu mapy na nasze widzenie świata. Dla mnie, dzięki polskiej mapie świata, podróż do Azji Południowo-Wschodniej wtedy, i przez wszystkie kolejne razy, była w jakimś sensie podróżą do „hic sunt leones”, tych miejsc na skraju mapy, które dla europejskich podróżników były na skraju znanego świata.
A skąd te podróże szły? Z ówczesnego centrum cywilizacji, ośrodka kultury, z Europy, która wydawała się im źródłem wiedzy. Pamiętacie ten drzeworyt nieznanego autora, opublikowany 130 lat temu w książce Flammariona - człowiek doczołgał się do krawędzi płaskiej ziemi i ostrożnie wystawia głowę przez firmament, żeby zobaczyć Kosmos.
A jak świat widzą gdzie indziej?

Rosja, czyli dwie Alaski

Rosja jest specyficznym krajem, jeśli idzie o mapy. Rosjanie często powtarzają, że „panują na jednej ósmej lądów świata” (czasem mówią „jednej szóstej”, ale to dane nieaktualne, jedną szóstą zawiadywał Związek Sowiecki). Pomińmy zabawne aspekty tej „jednej ósmej”, choćby to, że kraj największej na świecie powierzchni nie jest w stanie się sam wyżywić, a mając najdłuższą na świecie linię brzegową musi importować ryby... no dobrze, skupmy się na mapie.
Otóż rosyjska mapa świata, czyli карта мира, jest na tyle specyficzna, że zwykle… zawiera dwie Alaski (i dwa kawałki Kalifornii).
geograf
Rozwnięcie na płaskiej powierzchni mapy odwzorowania lądów z kulistej powierzchni Ziemi jest generalnie zadaniem niełatwym, ale nie będę zanudzać Was różnicami między Mercatorem a Gallem-Petersem czy Winkelem. Wystarczy, że przypomnę, iż tereny leżące na górze i dole globusa na mapie wychodzą najbardziej zniekształcone i jak by nie kombinować, zawsze wyjdzie na prostej mapie za mało albo za dużo. Dla przykładu: na znanych nam mapach Grenlandia wygląda, jak by była mniej więcej wielkości Afryki. Tymczasem pierwsza ma 2, a druga 30 mln kwadratowych, więc Grenlandia jest piętnastokrotnie mniejsza - odwzorowanie Mercatora zniekształaca rzeczywistość.
Co do tego mają Rosjanie? Mają dwie rzeczy. Po pierwsze, mają od cholery lądów przy górnej krawędzi mapy, a po drugie, mają cholerną potrzebę pokazania, że szyroka strana rodnaja.
Nie ma siły. Żeby pokazać w pełnej krasie tereny, którymi Rosja aministruje na Dalekiej Północy, trzeba mapę trochę przekęcić. Tak, że wychodzą na niej dwie Alaski - jedna na zachodzie, normalnie wystająca z boku Kanady, jak na co dzień, i druga, lekko powykręcana, pchająca się na powykręcaną Rosję od wschodu.
Można mieć lekką schizę, nie?
Oczywiście, układ mapy jest tak zmodyfikowany, by Rosja, w miarę możliwości, zajmowała jej środek. Na tej mapie powyżej z pewnością widzicie, że zerowy południk przechodzący przez Greenwich tu idzie gdzieś bokiem, a w środku mapy mniej więcej wypada, no co? Padmaskowskije wieczera. Nie ma siły, musi tym samym mapa rosyjska trochę przypominać mapy azjatyckie, i chyba, z punktu widzenia kultury i mentalności, nie ma w tym przypadku - w końcu większość Rosji to Azja, od mapy zaczynając, na rysach twarzy liderów tego pięknego kraju kończąc.

Otoczeni przez komuchów

O ile Rosjanie mogą mieć tiki nerwowe z powodu dwóch Alasek wynikających z arbitralnego podejścia do odwzorowania mapy, Amerykanie sami sobie stworzyli rzeczywistość paranoiczną, bo mają na mapie dwie Rosje. Jedna Rosja otacza ich z zachodu, druga ze wschodu. Jak? Ano tak:
WORLD%20MAP%20USA%20IN%20THE%20CENTER%20%20m
To oczywiście efekt chęci bycia w środku świata, w każdym razie w środku świata Amerykanów z USA. Amerykańskie mapy z czasów zimnej wojny, pokazujące świat demokratyczny i komunistyczny, musiały oddziaływać na wyobraźnię. Gigantyczne kraje komunistyczne na zachodzie mapy - ZSRR, Mongolia, Korea Płn., Chiny, i ciągle przybywające kolejne: Wietnam, Laos, Kambodża. A teraz popatrzmy na wschód - znów ZSRR, Europa Wschodnia, Algieria, Etiopia, Libia, Angola, no i Kuba. Jak patrzę na tę mapę, to nagle rozumiem, że w decyzjach dotyczących interwencji na Kubie, Grenadzie, Panamie, przewrotu w Chile i Iranie, wojny wietnamskiej i koreańskiej ten czynnik „mapowy” - okrążenie „z obu stron mapy” Ameryki przez wrogie kraje - musiał odgrywać niebagatelną rolę.
tNDWMNaturalnie, mapy bywają pożytecznym narzędziem propagandy. Mapa "Europa widziana z Moskwy", którą w 1952 r. opublikował Times, dawała sporo do myślenia zwolennikom dogadywania się z komunistami, więc nie ma się co dziwić Amerykanom, karmionym "okrążającą" mapą przez pokolenia.
„Amerykanie” z innych krajów leżących w obu Amerykach - Meksykanie, Argentyńczycy, dzielą wizję świata z Europejczykami, co jest skutkiem hiszpańskiego (i portugalskiego) kolonializmu, z którego kraje te wyszły raptem ok. 100 lat temu - a stare hiszpańskie mapy szkolne zużyły się jeszcze później. Ale w krajach leżących nad Pacyfikiem, w Peru czy Chile, nieśmiało popularność zyskują mapy „chińskie”, gdzie środek świata to basen Pacyfiku. To też jest sposób na zrozumienie zwrotu obamowskiej Ameryki w stronę Pacyfiku. 
(Jak w Meksyku czasem się rysuje mapę USA, to osobny temat, w każdym razie do dziś niektórzy nie pogodzili się z utratą prameksykańskiej Kalifornii, Nevady, Texasu i, no cóż, Nowego Meksyku ;-)).

Europejskie fobie

Dzięki temu, że południk zerowy Brytyjczycy postanowili poprowadzić przez obserwatorium w Greenwich, na większości szanujących ten uzus map europejskich środkiem świata jest właśnie Europa, z leżącą „pod nią” Afryką. Leżenie Afryki „pod Europą”, jak wiemy z historii, do końca XIX wieku było nie tylko skrótem myślowym, ale też rzeczywistością polityczną.
Francuzi, na szczęście, przestali się jakieś 100 lat temu upierać przy tym, że ICH południk zerowy przechodzi przez Paryż, więc francuskie mapy świata w XXI w. wreszcie wyglądają tak samo jak niemieckie, brytyjskie czy polskie, z jednym wszakże wyjątkiem. Tam, gdzie polska mapa nie sili się na dokładność i pokazuje po prostu błękit Pacyfiku czy Atlantyku, francuskie mapy nawet kosztem przeskalowania zaznaczają te wszystkie francuskie departamenty zamorskie i kolonie, jak Tahiti, St. Maritn czy St. Pierre et Miquelon. Kto, poza Francuzami, na miłość boską, dba o to, gdzie jest Gwadelupa czy Nowa Kaledonia?
(Nawiastem mówiąc, do niektórych z nich, jak do UE, wjedziemy na dowód, a do innych na paszport z wizą, więc sprawdźcie, zanim wyruszycie).
Podział na Europę Wschodnią i Zachodnią też był zawsze umowny. Do Europy Wschodniej zaliczano Czechy, Chorwację i Słowenię, choć spora część tych krajów leży bardziej na zachód niż większa część Austrii, uznawanej za kraj Europy Zachodniej. Granica między „zachodniością” a „wschodniością” leży umownie na Odrze, choć na niemieckich mapach z czasów, gdy była to rzeka płynąca wewnątrz terytorium Niemiec, ziemie te uznawano za „Europę Środkową”, wschodniość rezerwując dla ziem Kongresówki, Białorusi, Ukrainy, i tego, co dalej na wschodzie.
atlantshaf_Mercatorl_170309My, Polacy z XXI wieku, w każdym razie mamy wdrukowaną w mózg mapę, na której Polska leży w środku Europy, w połowie drogi między Lizboną a Uralem. Islandia z kolei to taki mały placek w lewym górnym rogu mapy. Islandzkie mapy oczywiście pokazują Islandię w środku jeśli już nie świata, to przynajmniej w centrum wspólnoty atlantyckiej, Europejczycy to goście, którzy mieszkają „na prawo na dole”, a Amerykanie i Kanadyjczycy - „na lewo na dole”.

Mapy ze spodu

Oczywiście klasycznymi mieszkańcami „tam na dole” są Australijczycy, co eksploatuje znany kawałek Men At Work - „Down Under”. Termin „down under” w zasadzie można przełożyć jako „Na Spodzie”, i jest to powszechnie zrozumiały w angielskim kolokwializm oznaczający kraje leżące „na spodzie”, czyli na dole globusa - przede wszystkim Australię i Nową Zelandię, choć czasem odnosi się go także do tych tam wszystkich wysp Tonga czy innych Fidżi. Co ciekawe, za Down Under nie uznają Brytyjczycy Falklandów czy Południowej Afryki.
W każdym razie Australijczycy i Nowozelandczycy przez dwieście lat korzystali z brytyjskich map świata - na których byli, no właśnie, Down Under, w prawym dolnym rogu, wszystkie australijskie dzieci po lekcji geografii wychodziły zgarbione i półślepe od „pokaż mi Sydney” czy inne Brisbane. W końcu się wkurzyli i teraz ich mapy świata wyglądają troch tak, jak chińskie:
world_super_map_full
A wkładem australijskim w „powszechną korekcję map świata” jest mapa czynnie zwalczająca stereotyp „down under”, która sugeruje, że ponieważ kosmos nie ma stron świata, to nasze pokazywanie ziemi z Antarktydą na dole jest krzywdzące i niesprawiedliwe:
UUVHMD7