Dziś blog wspiera:

piątek, 8 kwietnia 2016

Gdyby


W zasadzie wystarczyłoby niezaistnienie jednego z tych "gdyby". Gdyby prezydent Kaczyński nie uniósł się honorem, czemu premier Polski spotyka się z premierem Rosji w Katyniu, a jego u progu kampanii wyborczej nie zapraszają, do katastrofy by nie doszło. Gdyby Kancelaria Prezydenta nie wpadła na pomysł, żeby z tej wizyty robić medialny show z transmisją w TVP o określonym timingu, do katastrofy by nie doszło.


800px-Polish_Air_Force_Tupolev_Tu-154_Dmitry_Karpezo-2
Tu-154 nr boczny 101, który uległ katastrofie w Smoleńsku, tu startujący z lotniska w Kijowie w 2008 r.. Fot. Wikipedia/Dmitry Karpezo

Gdyby prezydent Kaczyński nie wrzeszczał na oficera i pilota swojego samolotu w locie do Gruzji w 2008, do katastrofy by nie doszło. Gdyby w tym locie nie leciał kpt. Protasiuk, pilot Tu-154 w locie do Smoleńska, do katastrofy by nie doszło. Gdyby politycy PiS i pracownicy Kaczyńskiego nie szykanowali później pilota, który leciał do Gruzji, do katastrofy by nie doszło.
Gdyby populiści i faryzeusze ze wszystkich partii nie darli zbiorowej faryzejskiej mordy, ilekroć wracał temat kupienia nowych samolotów dla rządu, do katastrofy by nie doszło. Gdyby Aleksander Szczygło, minister obrony w rządzie PiS, nie zaakceptował anulowania w końcu rozpisanego przetargu na samoloty dla rządu, sam by w Smoleńsku nie zginął, bo do katastrofy by nie doszło.
Gdyby prezydent Kaczyński wstał o planowanej godzinie i nie spóźnił się na samolot, tupolew by nie wystartował z 27-minutowym opóźnieniem, przez co nie było już marginesu czasowego, a na lotnisko weszła mgła, której 27 minut wcześniej nie było, do katastrofy by nie doszło. Gdyby piloci nie działali pod presją czasu, timingu relacji TVP i psychologiczną presją obecności dowódcy Sił Powietrznych, do katastrofy by nie doszło. Gdyby Rosjanie nie byli sparaliżowani strachem, że wywołają kolejny konflikt dyplomatyczny z naburmuszonym priezidientem Polacziszków i gdyby po konsultacjach z Moskwą i Twerem odmówili zgody na lądowanie/zamknęli lotnisko, do katastrofy by nie doszło. Gdyby nie wdrożono procesu narodowego zapominania rosyjskiego, i gdyby znajomość tego języka była w załodze lepsza, prawdopodobnie do katastrofy by nie doszło.
Gdyby Arabski odmówił przydzielenia samolotu prezydentowi, do katastrofy by nie doszło. Gdyby nie nacisk polityczny na "sukces wizyty", i gdyby piloci mieli komfort, panowie, nie ma sensu ryzykować, odlatujemy do Mińska i trudno, wszystko się przesunie o 5 godzin, do katastrofy by nie doszło. Gdyby - znów - Szczygło jako szef MON w kwietniu 2007 nie odwołał szkoleń pilotów tupolewa na symulatorach w Moskwie, do katastrofy by prawdopodobnie nie doszło.
Gdyby nie wyszła mgła na lotnisku, do katastrofy by nie doszło. Gdyby piloci zastosowali właściwy wysokościomierz, do katastrofy by nie doszło. Gdyby piloci nie lekceważyli poleceń i wskazań TAWS, w tym TERRAIN AHEAD, PULL UP, PULL UP, do katastrofy by nie doszło. Gdyby Rosjanie mieli jako taki porządek zamiast tego bardaku na lotnisku, niedziałające oświetlenie pasa, niesprawne radiolatarnie, zadrzewione podejście do pasa, do katastrofy by nie doszło. Gdyby Rosjanie choć w przybliżeniu znali pozycję samolotu podchodzącego do lądowania, i nie podawali oraz kwitowali błędnych komend, do katastrofy by nie doszło. Gdyby nie "rady" ekipy jaka-40, który lądował wcześniej, tak, spoko, możesz jak najbardziej próbować podejść, być może do katastrofy by nie doszło. Gdyby piloci jeszcze na Okęciu dostali porządną prognozę pogody, pokazującą, że nie ma po co lecieć do Smoleńska, bo nie uda się wylądować, do katastrofy by nie doszło. 
Gdyby Protasiuk nie sądził, że z podejścia można odejść na autopilocie, do katastrofy by nie doszło. Gdyby więc lotnisko w Smoleńsku miało system ILS, do katastrofy by nie doszło. Gdyby polscy piloci wiedzieli, że lotnisko w Smoleńsku nie ma ILS i że bez tego autopilot nie zadziała, do katastrofy by nie doszło. Gdyby Krasnokutski nie anulował decyzji Plusnina o skierowaniu samolotu na lotnisko zapasowe, do katastrofy by nie doszło. Gdyby załoga podejmowała decyzje po zejściu na "wysokość decyzji", a nie później, do katastrofy by nie doszło.
Niestety, wszystkie te warunki - i liczne inne - zostały spełnione, a gdyby choć jeden z nich nie zaistniał, do katastrofy by prawdopodobnie nie doszło.