Dziś blog wspiera:

wtorek, 29 marca 2016

Zachwyca lub przeraża (2)

Kiedy Fidel zaczynał swoją rewolucję, nie był komunistą, był w zasadzie cholernie daleki od komunizmu. Wszystko, czego chciał w latach 50. ten młody przedstawiciel kubańskiej zdeklasowanej burżuazji, jak wtedy mówiono, czy klasy średniej, jak dziś się to określa, to demokracja, wolne wybory, koniec rządów junty z wszystkimi junty przydatkami, jak porwania, tortury, egzekucje. To, że wyszła mu rewolucja socjalistyczna, to wyłączna zasługa USA.


Kuba, od czasów Kolumba, niemal do końca XIX w., była kolonią Hiszpanii. Ponieważ także na Kubie w 2 połowie XIX w. wybuchły ruchy narodowowyzwoleńcze, Hiszpanie rozpoczęli tam krwawą i brutalną pacyfikację. Nie było to niczym niezwykłym - w tym samym czasie Rosjanie tak sobie poczynali w Kraju Priwislańskim i na Zakaukaziu, Turcy na Krecie, Brytyjczycy w Natalu i Chinach, Austriacy w Bośni i Hercegowinie. Każde państwo kolonialne w XIX w. stanęłowobec dwóch pokus - wobec pokusy budowy świadomości narodowej swoich obywateli - my, Niemcy, my Brytyjczycy, my, Wielkorusy - i wobec konieczności dławienia poczucia narodowego w narodach podbitych.

Hiszpanie rzucili więc na Kubę swoje siły interwencyjne i rozprawiali się krwawo ze swoimi do niedawna współobywatelami, którzy właśnie zaczęli głosić teorię, że już od dawna nie są Hiszpanami, tylko Kubańczykami. W sumie dokładnie to samo jakieś sto lat wcześniej powiedzieli poddani brytyjscy, wrzucając w Bostonie herbatę do wody.

Stara Hawana, centrum. Foto: JH


Amerykanie mieli na hiszpańskiej jeszcze Kubie swoje interesy, obywatele amerykańscy prowadzili tam liczne firmy, zwłaszcza związane z handlem cukrem, więc w apogeum wojny hiszpańsko-kubańskiej w styczniu 1898 do portu w Hawanie wszedł pancernik USS Maine, który miał tych interesów pilnować. Postał tam trzy miesiące, aż w kwietniu 1902 eksplodował i zatonął. Śledztwo nie wykryło przyczyny, ale opinia publiczna USA o wypadek - i śmierć trzech czwartych załogi - oskarżała Hiszpanów, więc USA wypowiedziały wojnę Hiszpanii. Hiszpania ją szybko przegrała i musiała sprzedać USA swoje kolonie: Guam, Filipiny i Puerto Rico. Okupowana przez wojska amerykańskie Kuba formalnie zyskała niepodległość od rządu USA w roku 1902. Tzw. Poprawka Platta oddawała bazę wojskową w zatoce Guantanamo Amerykanom. Tak na przełomie XIX i XX w. wyglądały przygotowania do tego, co mamy w XXI w. jako pasztet z przeszłości.

(Pomysł z okrętem wybuchającym w hawańskim porcie miał jeszcze powrócić).

W kolejnych latach formalnie niepodległa Kuba była państwem de facto kolonizowanym przez USA. Miała co prawda własne rządy, własnych generałów, ministrów i własne ustawy, ale była przecież krajem biednym. Kraj biedny to kraj, w którym nie ma fajnych szkół, w których możesz wykształcić dzieci, więc wysyłasz je po nauki za granicę. Najbliższą zagranicą są Stany Zjednoczone, więc Twoje dzieci jadą tam na trzy, cztery, pięć lat, i wracają, mówiąc po amerykańsku, czytając, wyznając amerykańskie wartości, z amerykańskimi przyjaciółmi. Jeśli chcesz zbudować dom albo fabrykę, nie ma loklnych funduszy, ale są amerykańskie banki dające kredyty. Jeśli produkujesz cukier albo cygara, największym odbiorcą są Amerykanie. Kuba nie musiała odprowadzać podatków do budżetu USA, jak wcześniej do Hiszanii, czy wysyłać metropolii rekrutów na wojny, ale jasne było, że związana jest z interesami USA.

Miękki kolonializm amerykański zastąpił więc twardy kolonializm hiszpański, a przyszłość Kuby musiała się wiązać z Ameryką choćby dlatego, że jakieś 90% pieniędzy w obiegu na Kubie miało pochodzenie amerykańskie. Zamożny obywatel amerykański mógł, obrazowo mówiąc, za jakieś 10 tys. dolarów kupić domek w USA lub - wielką posiadłość na Kubie. Mógł za 100 dolarów miesięcznie ją utrzymywać, płacąc niewysokie podatki i symboliczne wynagrodzenie swojej kubańskiej służbie. Tysiące Amerykanów znalazły więc dom na Kubie - między innymi Ernest Hemingway.

(Nigdy nie ubiegał się o kubańskie obywatelstwo, ale władze Kuby były na tyle uprzejme, by mu w grudniu 1941 sfinansować doposażenie jego jachtu Pilar w broń maszynową, bazuki i ręczne granaty, by mógł, jak twierdził, polować na niemieckie U-booty. Nigdy żadnego z nich nie wykrył, a granaty służyły mu do „łowienia ryb” w pijackich rejsach dookoła Kuby.)

Kuba wypowiedziała wojnę III Reszy po ataku Japończyków na Pearl Harbor, tracąc w wyniku II wojny światowej 100 obywateli, głównie w wyniku zatopienia sześciu kubańskich statków handlowch przez Kriegsmarine. Ze swojej strony ścigacz floty kubańskiej CS-13 zatopił jednego U-boota, U-176, po wykryciu go przez lotnictwo USA, i na tym wojenna epopeja Kuby się zakończyła.

Skończyła się II wojna światowa, jakiś chudy koleś obywatelskim nieposłuszeństwem w Indiach rozwalał właśnie Imperium Brytyjskie, kolejne kolonie w Afryce wypowiadały posłuszeństwo swoim metropoliom. Kuba budziła się z długiego snu w drugiej połowie lat 40. - świat nie wyglądał jak 10 lat wcześniej.

Szaleńczo bogata mafia amerykańska, która po II wojnie światowej zyskała nowych rekrutów, środki, obszary działania, szukała miejsc, gdzie pochodzącą z przestępczej działalności kasę można by wyprać. Rodziły się nowe pomysły, jak Las Vegas, ale też płynęły miliony na Kubę. W 1946 w hawańskim Hotelu Nacional słynną Konferencję Hawańską mafii i Cosa Nostry otworzył Charles „Lucky” Luciano, boss mafii nowojorskiej, a uczestnikami byli m.in. Meyer Lansky, szef syndykatu żydowskiego, Sam Giancana, boss maffi chicagowskiej, Santo Trafficante, szef mafii z Tampy, Vito Genovese, następny „szef wszystkich szefów”, i wielu innych.

Hotel Nacional, Hawana. Fot. JH.


Jednym z efektów tej konferencji był wzrost mafijnych inwestycji na Kubie. Nowojorscy czy chicagowscy bandyci mogli od teraz śmiało zgłaszać do opodatkowania milionowe kwoty, twierdząc, że jest to dywidenda z biznesów na Kubie - burdeli, domów gry, fabryk cukru, cygar, przetwórni ryb, rafinerii rumu. Władze kubańskie były w klinczu - nawet jeśli im się nie podobało to, co się dzieje z rozwojem ich kraju i w jakim kierunku idą te wszystkie inwestycje, nie bardzo mogły cokolwiek zrobić, bo w zasadzie 90% ich przychodów podatkowych pochodziło z inwestycji amerykańskich.

Rządy na Kubie w czasie wojny sprawował Fulgencio Batista. Ten sierżant armii kubańskiej obalił poprzedniego dyktatora w 1933 i stworzył system Prezydencji, w ramach której przez kolejne 7 lat rządzili mianowani przez niego urzędnicy. W 1940 r. w końcu pozwolił się wybrać na prezydenta Kuby i w ciągu kolejnych 5 lat przeprowadził szereg zaskakujących reform społecznych, od wzmocnienia związków zawodowych przez wprowadzenie powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego. Z dzisiejszej perspektywy jego konstytucja z roku 1940 była lewicowa, a członkami jego rządów byli m.in. komuniści.

W 1944 jego kadencja, zgodnie z konstytucją, a ku jego pewnemu zaskoczeniu, dobiegła końca i wyjechał do USA. Kolejni prezydenci, Grau i Prio, wybierani byli we właściwych terminach i w zasadzie w zgodzie z prawem, a ich rządy były stosunkowo liberalne, z poszanowaniem wolności obywatelskich i praw związkowych. Jak pisze o tym historyk Charles Ameringer*), „był to okres porządku konstytucyjnego i i politycznej wolności. Nie były to w żadnym znaczeniu „złote lata”, ale w trakcie dwóch kolejnych elekcji (1944 i 1948) Kubańczycy mieli możliwość wyrażenia swojej potrzeby posiadania rządów szanujących wolności obywatelskie, dominację kultury kubańskiej i osiągnięcia ekonomicznej niezależności.”

Fulgencio Batista. Fot. Wikipedia.
Trwało to do 1952 r., kiedy w kolejnych wyborach postanowił ponownie wystartować wracający z USA Fulgencio Batista. Bardzo szybko zdał sobie sprawę z faktu, że Kuba w 1952 nie jest Kubą z 1940 i że żyje przesłością, a jego szanse na wybór są żadne, więc zorganizował przewrót z pomocą młodych oficerów aresztujących swoich generałów i 10 marca 1952 przejął władzę na Kubie. Będąc znów u władzy uświadomił sobie, że największym zagrożeniem dla niego są jego własne reformy sprzed przeszło dekady, więc zawiesił konstytucję z 1940, wprowadził cenzurę i zakazał działaności lewicowych organizacji politycznych.

Amerykanie za poprzednich rządów Batisty, a także Grau i Prio, coraz bardziej siwieli: kraj wybijający się z wolna na niezależność był postrzegany jako zagrożenie dla interesów obywateli i firm amerykańskich. Chodziło oczywiście głównie o uprawy trzciny cukrowej i tytoniu oraz produkcję cukru, melasy, rumu, cygar. Narodowy w treści, choć przecież nie lewicowy, rząd mógł prędzej czy później dojść do wniosku, że należy plantacje amerykańskie na Kubie znacjonalizować. Jakże przydatny był w tej sytuacji Fulgencio Batista, spokojnie sobie mieszkający w USA.

(Warto dodać, że wymiana lokalnego polityka na innego, działającego zgodnie z interesami USA, to pomysł przetestowany w 1936 r. w Nikaragui, kiedy rządy objął Anastasio Somoza, o którym szczerze w 1939 powiedział Franklin Delano Roosevelt: Somoza to skurwysyn, ale to nasz skurwysyn. Pomysł z Batistą został w skali makro powótrzony już rok później w Iranie, w ramach Operacji Ajax obalono premiera Mossadeka).

Batista zaczął więc rządy od zawieszenia wolności obywatelskich - i od wejścia w kordialne stosunki z wielkimi właścicielami plantacji. Przychody Kuby zależały w bardzo wielkim stopniu od cen cukru na światowych rynkach, a te w okresie powojennym szalały. Funt cukru kosztował w 1950 r. 6 centów, a w 1952 już tylko 4 centy, czyli o 30% mniej - uderzało to boleśnie w budżet Kuby. Batista miał plan, który chciał oprzeć na czynniku niezależnym od rynkowej koniunktury - na seksie i hazardzie.

(c.d.n.)

*) Ameringer, Charles. The Cuban Democratic Experience: The Autentico Years, 1944–1952. Gainesville: University Press of Florida