Dziś blog wspiera:

sobota, 19 marca 2016

Była godz. 18:50, kiedy do mojego pokoju wszedł pijany olbrzym

Jednym z elementów tzw. społecznej kontroli sprzedaży były w czasach PRL książki skarg i wniosków. Wymiętolone, upalcowane, z dowiązanym ołówkiem kopiowym w postaci niewielkiego ogryzka, z przeplecionym sznurkiem pakowym służącym do wieszania na gwoździu, były stałym elementem wyposażenia każdego sklepu w słusznie minionej rzeczywistości, jak koc gaśniczy czy szpikulec do nabijania paragonów.

Pamiętam te urodziny przyszywanej kuzynki Lucyny. Miałyśmy wtedy może po 16 lat, impreza odbywała się u niej w domu, w pokoju na parterze. Była sobota, tzw. „wolna sobota”, początek lat 80. Pierwsza faza imprezy z pożeraniem tortów, słodyczy i z prezentami była za nami, trwała faza słuchania muzy i pogaduch, jeszcze przed przejściem do atomizacji ekipy na podgrupy grające w wojnę, bierki i co tam jeszcze. Piłam kawę, patrzyłam przez okno, był piękny majowy dzień.
***
PIC_40-4-85-10
Ekspedientka podczas pracy na stoisku z owocami, warzywami i przetworami. Widoczni klienci stojący w kolejce. Warszawa 1967
Skarga z 1987 roku 
Poprosiłam o mleko z żółtym kapslem, ale ekspedientka nie chciała mi go sprzedać, tłumacząc, że jest to mleko jutrzejsze, z jutrzejszą datą na kapslu. Proszę mi wyjaśnić, dlaczego mleko w dniu 3 maja datowane jest na 4 maja i czy ekspedientka mogła odmówić mi sprzedaży tego mleka - Halina Mikołajczyk.
Wyjaśnienie kierowniczki
Mleko tłuste z żółtym kapslem dostarczane jest w południe i jednocześnie jest awansem na dzień następny. Proszę przyjść a będzie!
Skarga z 1983 roku
Jako mistrz z 1948 roku stwierdzam - dziura w szynkowej z powodu złej pracy nadziewarki. Zwyczajna zamiast na drobnym sicie była mleta na piątce. Jakiś niefachowiec tu pracuje - T. Cieślar.
Skarga z 1983 roku 
Kolejka zaczyna się już przed sklepem, a obsługa odmawia uruchomienia drugiego stanowiska kasowego, mimo że w sklepie są cztery pracownice. Dwie siedzą sobie na zapleczu i piją herbatę. Ponadto kierowniczka ubliżała mi przy wpis... (tu książka skarg jest nieco pomięta i naddarta, jakby ktoś ją klientowi z całej siły wyrwał - przyp. red.)
Wpis kierowniczki
NIEPRAWDA!!! KŁAMSTWO!!! Jako kierowniczka oświadczam, że w sklepie była duża kolejka spowodowana świeżą dostawą tak atrakcyjnych towarów jak olej, margaryna, cukier. Ekspedientki nie nadążały z noszeniem towaru. Ponadto klient ten jest wyjątkowo konfliktowym klientem, który to wiecznie ma dużo nieuzasadnionych pretensji i sam ubliża!!!
PIC_40-4-85-3
Ekspedientka Jadwiga Szablińska na stoisku z alkoholem i słodyczami. Warszawa 1967.
Skarga z 1985 roku
Około godz. 11.30 przyszłam do sklepu mięsnego, aby ustawić się w kolejce. Oczywiście nic już nie było o tej godzinie, ale ponieważ dostawa poranna jest zawsze dzielona na sprzedaż przedpołudniową (o godz. 8) i popołudniową (o godz. 16), liczyłam, że jakiś towar zostanie o godz. 16 wyłożony. Było nas takich 20 osób. Pytaliśmy ekspedientki, czy warto stać, ale nie wiedziały, co będzie, tylko że na pewno będą wyłożone parówki z porannej dostawy. Czekaliśmy więc w ciemno do 16. Kiedy wystawiono towar, okazało się, że wszystkiego jest b. mało. A parówki z porannej dostawy w ogóle wyparowały. Domagaliśmy się kontroli komisyjnej zaplecza i tego, co tam zostało odłożone, ale nie pozwolono nam na te społeczną inicjatywę - R. Korpal, A. Bedkowska, S. Jędrzejczyk, D. Kozłowska.
Wyjaśnienie kierowniczki
Parówki zostały sprzedane na żywienie zbiorowe dla kolonii.
***
Po drugiej stronie ulicy, może ze 30 metrów dalej, były sklepy, z butami, z jakimiś tkaninami na metry (gdzie te sklepy zniknęły, tak swoją drogą), i sklep o nazwie bodaj Elektron, w którym sprzedawano, pardą, zaspokajano potrzeby ludności na wyposażenie domów i mieszkań w takie produkty, jak suszarki, młynki do kawy, prodiże, pralki, lodówki, okapy kuchenne, grzejniki farelki, koce elektryczne, miksery, odkurzacze i froterki, i inne tego typu specjały. Telewizorów czy radiomagnetofonów, generalnie sprzętu grającego, tam nie było, w czasach PRL obowiązywała specjalizacja, RTV (czyli sprzęt radiowo-telwizyjny) to była jedna sprawa, a AGD - zupełnie inna. A AGD (artykuły gospodarstwa domowego) były jeszcze czym innym, niż np. sklepy 1001 drobiazgów. O ile syfon do wody można było od biedy w AGD kupić, o tyle naboje do syfonu, produkcji czeskiej, jeśli się trafiały, to tylko w 1001 drobiazgach.
***
Skarga z 1988 roku 
Na wystawie odkryłem naboje do syfonów, jednak w sklepie nie chciano mi ich sprzedać, wykazując przy tym arogancję i chamskie odzywki - Jerzy Waka.
Dopisek kierownika
Klient nie miał żadnej racji. Wchodząc do sklepu, był już zdenerwowany. Ubliżał mojej pracownicy. Chciałem uspokoić tego klienta, tłumacząc sytuację obecnego braku naboi, lecz klient w dalszym ciągu miał pretensje i ubliżał. A co do wystawy, stoi tam tylko puste pudełko po nabojach.
PIC_40-4-85-13
Stoisko z wędlinami i mięsem. Ekspedientka obsługuje klientów. Warszawa 1967.
Pochwała z 1988 roku
Pragnę złożyć dyrekcji podziękowanie za zmianę dawnego personelu z kierownictwem na czele w naszym sklepie. Personel obecny jest fachowy i miły. Odnoszę wrażenie, jakbym był obsługiwany przed wojną - inż. Stanisław Wiśniewski, kombatant.
Skarga z 1988 roku 
Podejście p. ekspedientki do stoiska nabiałowego trwało od godz. 7.40 do 8.00 - Lutkowski.
Wyjaśnienie kierowniczki
Mieliśmy przyjęcie towaru, a klient był bardzo niecierpliwy. Mimo dużej kolejki, która spokojnie oczekiwała, domagał się obsługi.
Pochwała z 1988 roku
Dziękuje za rodzynki, które kupiłam w tym sklepie, a nie mogłam dostać od 2 lat w całym śródmieściu. Szczególnie dziękuje pani sprzedawczyni, która z uśmiechem odważyła mi żądaną ilość - Dominika Pytkowska.
Skarga z 1989 roku
W dniu dzisiejszym w sklepie pusto i brudno. Obsługa skandaliczna. Nie pozwolono nam kupić oleju, wykazując się skrajną arogancją - Henryk Jodko, Alicja Moczulska.
Dopisek innej osoby
Obywatele ci żądali, aby olej sprzedawać bez ograniczeń - na co kolejka, w której i ja stałem, prosiła aby dawać po 1 litrze, bo nie starczy. Wybuchła awantura, bo obywatele ci stwierdzili, że skoro jest urynkowienie i demokracja, to oni wezmą, ile chcą, a inni ich nic nie obchodzą, po czym złośliwie wpisali się do książki - Krzysztof Jakubowski.
PIC_40-3-169-11
Pralka wirnikowa Frania 1972.
***
No więc impreza się kręciła, krzywa napięcia gwałtownie opadała, gapiłam się przez okno na sklep AGD, dochodziła może szesnasta, ciepły dzień, maj. W tym konkretnym momencie dziejów w takim sklepie mogły być tylko, bo ja wiem, farelki i grzejniki olejowe. I może suszarki.
W początku lat 80., w głębokiej komunie, przy tych wszystkich strajkach, stanie wojennym i szalejącej inflacji, sklepy były puste. Od czasu do czasu „rzucano” na rynek jakieś deficytowe produkty z importu, w rodzaju lodówek produkcji rosyjskiej, marki Snjeżinka, albo pralek białoruskiej marki Wiatka (a może ukraińskiej? Nie pamiętam). Polskie produkty bywały znacznie rzadziej, a i tak mało co można było tak po prostu kupić: najczęściej trzeba było mieć talon dla młodych małżeństw.
Talon dla młodych małżeństw był to dokument z Urzędu Stanu Cywilnego, poświadczający, że obywatel Kowalski i obywatelka Kowalska w okresie ostatnich 12 miesięcy zawarli związek małżeński i z tej racji mają prawo do zakupu poza kolejnością pralki, lodówki, odkurzacza i miksera kuchennego czy jakiegoś innego drobiazgu. To, że się miało talon, nie znaczyło oczywiście, że się kiedykolwiek takie produkty kupi. Czasem rzeczywiście były w sklepach i czekały na młode małżeństwa na osobnej półce ze stosowną wywieszką, ale równie często trzeba było po prostu przychodzić i pytać, i „załatwiać”, żeby pan kierownik z kolejnej dostawy odłożył.
***
Skarga z 1987 roku
O godz. 8.30 na stoisku było około 17 kg baleronu. O godz. 9 baleron został wykupiony. Ja oraz inni klienci zażądaliśmy dodatkowego wydania wędlin z chłodni. Ekspedientka wyszła na zaplecze i stwierdziła, że kierowniczka zabrała klucze do chłodni. Poszła po nią. Kierowniczka oświadczyła, że nic w chłodni nie ma. Jednak z wcześniejszego zachowania ekspedientki (znaczące mruganie okiem) wynikało, że towar jest. Jako klienci zażądaliśmy komisyjnego sprawdzenia zawartości chłodni, ale odmówiono nam tego, twierdząc, że to nie nasza sprawa. Kwestionujemy prawo kierowniczki do zabierania klucza. Nie wierzymy, że w chłodni była tylko słonina, bo w tym wypadku zamykanie jej nie miałoby przecież sensu - Gotlib Stefania, Teresa Mudzka, Anna Dobrowolska.
Wyjaśnienie kierowniczki
Była wolna sobota. Dostałam dorzut wędliny - 30 kg baleronu. Nie wprowadziłam wagowych ograniczeń, ażeby sprzedaż odbyć bez jakichkolwiek zatargów ze strony klienta. O godz. 9 skończył się więc towar. A w chłodni naprawdę nic nie miałam.
Skarga z 1985 roku
Kupiłam nieświeże drożdże, pół kilo. Nie chciano mi ich wymienić - Walewska.
Wyjaśnienie kierowniczki
Klientka przedstawiła do reklamacji drożdże kupione rzekomo w naszym sklepie 3 dni temu. Tymczasem były one zapakowane w prawdziwy papier pakowy, którego to papieru sklep nie posiada od pół roku - a więc drożdże nie nasze.
Skarga z 1987 roku
Jestem siostrą PCK. Mam pod opieką sześć samotnych kalek i mam zezwolenie na kupowanie dla nich poza kolejnością. Odmówiono mi sprzedaży wafli, natomiast sprzedano trzem innym osobom z kolejki po 14, 15 i 10 sztuk - Marcinkowska.
Wyjaśnienie kierowniczki
Zgodnie z wytycznymi ministra w sprawie zasad obsługi poza kolejnością wyjaśniam, że opiekunka PCK nie miała prawa do zakupu poza wszelką kolejnością - które to prawo mają wyłącznie inwalidzi wojenni i wojskowi - a jedynie miała prawo do stania w kolejce dla uprzywilejowanych, zamiast w kolejce zwykłej. Z uwagi na to, że zarówno w kolejce zwykłej, jak i w kolejce dla uprzywilejowanych stała znaczna ilość klientów i nie wyrażali oni zgody na sprzedaż wafli siostrze PCK, klientce odmówiono sprzedaży poza wszelką kolejnością. Tak więc nie było żadnej winy ekspedientki - wszystkim uprzywilejowanym przysługuje obsługa poza kolejnością, ale tylko jeśli staną w kolejce dla uprzywilejowanych. I w tej kolejce powinna pani - jako siostra PCK - stanąć. Jest jeszcze zwykła kolejka, dla nieuprzywilejowanych. W niej stać pani nie musi.
PIC_40-3-169-12
Ekspedientka prezentuje lodówkę. Warszawa 1972.
Skarga z 1979 roku
Złe zachowanie kasjerki. Kasjerka robiła się manikurę w sklepie żywności. Kiedy prosiłam o mleko nic nie odpowiedziała, manikura trwała. Drugi raz prosiłam. Sugerowałam, że to nie miejsce do manikury. Odpowiedziała niegrzecznie i znowu zaczęła z manikurą. Czekam na tłumaczenie z Urzędu Dzielnicowego. Przepraszam, że niedokładnie piszę po polsku - Kay Withers.
***
Ponieważ byłam osobą dosyć rozrywkową, pomyślałam, ech, zróbmy sobie żarcik. Nie znałam wtedy określenia „flash mob”, nie sądzę, żebym była wówczas świadoma dokonań wrocławskiej Pomarańczowej Alternatywy, więc mogę sobie w swojej skromnej skali przypisać pionierstwo. Skrzyknęłam towarzystwo, otwarliśmy okno (parter) i zaczęliśmy przez nie wystawiać krzesła, wędkarskie stołeczki, taboreciki, co tam kto miał pod ręką. A potem chyłkiem zaczęliśmy się, pojedynczo, przekradać przez ulicę pod zamknięty o tej porze sklep Elektron.
***
Pochwała z 1983 roku
Występuję do dyrekcji Społem, aby obsłudze sklepu przyznać nagrodę, np. imienia Wokulskiego. Nabywałem komplet garnków za 7400 zł. Pan, który mnie obsługiwał, był niezwykle uprzejmy i fachowy, poświęcił mi b. dużo czasu i wspólnie ze mną oglądał aż trzy komplety, żeby dobrać bez wgnieceń i uszkodzeń. Więcej takich sklepów i życie będzie jak w innych krajach - Krzysztof Stachurski, woj. zamojskie.
Skarga z 1985 roku
Ekspedientka odmówiła mi sprzedaży 1/2 kg szynki na dziecinną kartkę, tłumacząc, że nie jest to kartka zarejestrowana w tutejszym sklepie. To prawda, ale przecież mamy 31 lipca i zostały jeszcze tylko trzy godziny handlu. I gdzie ja potem lipcową kartkę zrealizuję? Mam dzieci 2 i 4 lata. Czy ludzkie podejście nie obowiązuje? - Prokop.
Dopisek innej osoby
Uważam powyższy wpis za złośliwy i arogancki. Ekspedientka miała słuszną rację. Nie chcemy, aby sprzedawano obcym osobom z niezarejestrowanymi kartkami, bo za mało jest wędlin. - Mrówka.
Wyjaśnienie kierowniczki sklepu
Klientka Prokop była bardzo zdenerwowana, gdyż inne osoby z kolejki nie pozwoliły jej obsłużyć.
Skarga z 1988 roku
Odmówiono mi sprzedaży 1 kg ptasiego mleczka. Zaznaczam, że mam II grupę inwalidzką i oświadczenie komisji lekarskiej. Ekspedientka nie uznała tego, była bardzo agresywna. Resztkami sił stałam w bardzo długim ogonku i otrzymałam 23 dkg. Zaznaczam, że jestem po bardzo ciężkiej operacji i wszędzie jest to zaświadczenie respektowane - Czesława Gorkowska.
Skarga z 1978 roku
Zamiast kawy podano mi w waszym barze cienka lurę - K. Wojdak.
Dopisek inspektora nadzoru
Proponuję organizowanie comiesięcznych narad z bufetowymi, które legitymują się negatywnymi wynikami naparów kawowych.
Skarga z 1988 roku
Weszłam do sklepu i co widzę... Na stoisku mięsnym nie ma żadnej wędliny. Uważam, że przed świętem 22 lipca powinno być lepsze zaopatrzenie. Co mają jeść ludzie pracy? - Alicja Kozakowska.
***
Przyniosłam wielkie rzeźbione krzesło i usiadłam na nim przed sklepem jako pierwsza. Ludzie przechodzili, zerkali na mnie ciekawie. Pięć minut później na brezentowym stołeczku dosiadła się jubilatka Lucyna. Po dwóch czy trzech minutach podszedł starszy pan i spytał obrzędowo „za czym tu siedzimy”. Wyjaśniłam, że w poniedziałek mają być od rana w wolnej sprzedaży pralki Polar, wirówki z NRD, lodówki polskie i rosyjskie, odkurzacze…
Pan się zdenerwował, spytał, czy nie wiemy, czy dla młodych małżeństw, a my, uzupełniając zeznania wzajemnie, powiedziałyśmy, że nie, absolutnie, tym razem normalnie, dla ludności. Pan zaklepał kolejkę i poleciał. Wrócił po kilku minutach, a zaraz za nim dołączył Marek, kolejny imprezowicz z okna naprzeciwko.
W pół godziny w naszej kolejce, prócz naszej ósemki, stało jeszcze z 10 osób. Zaczęliśmy robić listę kolejkową. Po godzinie było ze 30 osób i zaczęliśmy się powoli wymiksowywać. Pan pamięta, ja tu jestem druga na liście. Ja będę stał przed panią, tylko na razie pójdę do domu coś zjeść. I tak dalej. Po kolejnej godzinie kolejka liczyła 50 osób, już bez nas.
***
Skarga z 1978 roku
W czwartek o godz. 13:45 szczególnie "miła i kulturalna" była pani Sawicka, która nie wiadomo z jakich powodów znalazła się w salonie perfumeryjnym. Ordynarny stosunek do klienta, odsyłała do pracy pod Forum. Uważam zachowanie ekspedientki za katastrofalne i żądam satysfakcji - Iwanicka Jadwiga.
Dopisek innej osoby
Jestem świadkiem tej scysji i stwierdzam, że zarzuty tej obywatelki są bezpodstawne. To klientka zachowywała się prowokująco i arogancko - mówiła podniesionym głosem per ty i wysyłała ekspedientki do pracy w PGR - Jadwiga Kołodziejczyk.
Wyjaśnienie kierowniczki
Sytuacja spowodowana była niesłuszną pretensją klientki, która żądała od ekspedientki otwarcia i powąchania oryginalnie zapakowanej wody francuskiej Jean po 800 zł. W związku z odmową wszczęła awanturę.
Skarga z 1988 roku
Odmówiono mi sprzedaży miodu z wystawy (podpis nieczytelny).
Wyjaśnienie kierownika
Miód znajdujący się na wystawie będzie sprzedany po zmianie dekoracji. Jest już sporządzona lista na te towary, ale klient stwierdził, że tyle to on nie będzie czekał.
PIC_40-9-269-21
Festyn ludowy w Sieradzu, 1977. Stoisko handlowe ze sprzętem AGD. Od lewej: kuchnia gazowa "Ela", pralka Predom Polar Superautomat PS 663 S Bio.
Skarga z 1988 roku
My, niżej podpisani klienci ze zwykłej kolejki, składamy skargę na kierowniczkę, która odmówiła naszej prośbie o zmianę zasad obsługi kolejki uprzywilejowanej. Nie wyraziła zgody, by na pięć osób ze zwykłej kolejki obsługiwać jedną z uprzywilejowanej. Obsługiwała jeden na jeden. Towaru dla nas nie starczyło (tu następuje dziesięć podpisów).
Dopisek pod skargą
My, ludzie z kolejki uprzywilejowanej, wyjaśniamy, że jesteśmy inwalidami wojennymi, starymi bojownikami o Polskę i prosimy o nieuwzględnianie ww. PASZKWILU - Jerzy Hys.
Skarga z 1984 roku
Pani ekspedientka nie obsługuje w kolejności klienta, gdyż twierdzi, że klient powinien najpierw się wyszumieć - Ewa Rakowska.
***
Imprezowaliśmy jeszcze ze dwie godziny, już z bezpiecznej odległości obserwując przez okno rosnący tłumek przed sklepem. Pośmialiśmy się i rozjechaliśmy się do domów. I zapomniałam o sprawie.
***
Skarga z 1985 roku
Nie mogę się doprosić u kierowniczki sklepu, żeby zamawiała biały ser na wagę (ten z Mławy, który kiedyś był). Jeszcze raz więc bardzo proszę, aby był w tym sklepie ser biały na wagę, a nie w kostkach. Niech ja już nie słyszę "nie dostajemy sera na wagę" - J. Tender.
Wyjaśnienie kierowniczki
Nie dostajemy sera na wagę.
Pochwała z 1979 roku
Zostałem nadzwyczaj grzecznie obsłużony przez panią ekspedientkę Marię, za co pragnę wyrazić wyrazy uznania dla całego personelu na czele z p. Kierowniczką - Tadeusz Grajek, Ursus.
***
Po wielu latach, w 1990 bodaj roku, miałam okazję siedzieć sobie, w ramach praktyk, w gronie świeżo poznanych współpracowników przy okazji fabrycznego drugiego śniadania czy przerwy obiadowej, opowiadaliśmy sobie różne anegdotki, postanowiłam zabłysnąć dowcipem i zaczęłam cytować tę historię. Towarzystwo się z każdą chwilą bardziej zaśmiewało, był, powtórzę, rok 1990, wszystkiego było w bród w sklepach i śmiechem można było tę komunę odczarować. Tylko pan Wacio, zasłużony robotnik, z każdą minutą minę miał coraz bardziej ponurą i nienawistną.
A pan, panie Waciu, jakoś nie był tą historią rozbawiony, jak głupia zagaiłam, kiedy się już rozchodziliśmy do swoich zajęć. 
Ty tępa cipo, odparł pan Wacio, moja żona była w tym sklepie kierowniczką.
***
Skarga z 1988 roku
Chciałam kupić kilogram cukru i kawę, pokazując legitymację II grupy inwalidztwa. Pani ze stoiska cukierniczego nie chciała mnie obsłużyć poza kolejnością. Wreszcie gdy mnie załatwiała, cały czas ubliżała, co spowodowało podburzenie stojących w kolejce ludzi. Na skutek jej zachowania jakiś wulgarny typ wyrwał mi kawę i wrzeszczał koło ucha, że ma w dupie moją legitymację inwalidzką - Stanisława Ostrowska.
Dopisek innej osoby
Byłem świadkiem. Klientka, rzekomo inwalidka, odgrażała się, że nas tu wszystkich urządzi. Sama sprowokowała taką, a nie inną reakcję stojących w 30-osobowej kolejce. Nie mam nic przeciwko ludziom z przywilejami, ale czy muszą robić zakupy akurat po 16, gdy normalni ludzie wychodzą z pracy, i przeszkadzać. Poza tym kawa jest używką, a nie artykułem pierwszej potrzeby - Miałkowski.
Skarga z 1983 roku
Zamiast 3 kg cukru ekspedientka sprzedała mi 3 kg mrówek faraona (podpis nieczytelny).
Dopisek kierowniczki
Klient był w stanie nietrzeźwym.
Pochwała z 1980 roku
W sklepie jest bardzo uprzejma i szybka obsługa, aż przyjemnie postać chwilę w kolejce - Beata Malaszko.
Dopisek
My, klientela stojąca obecnie w kolejce, dołączamy się do pochwał (tu następuje 10 podpisów).
Kolejny dopisek
Jako kierownik sklepu dziękuję za słowa uznania - Wojciechowska.
***
Dalsza historia była, jak się okazało, taka.
Kolejka w nocy urosła do ponad 100 osób, ale mniej więcej połowa postanowiła, po upewnieniu się, że są na liście kolejkowej, spędzić noc w domu. Koło północy w kolejce fizycznie tkwiło jeszcze ok. 40-50 osób.
Te osoby spędziły czas do rana, kombinując, że może pralek nie wystarczy dla wszystkich, i że to niesprawiedliwe, żeby oni, siedząc całą noc, mieli mniejsze szanse na deficytowy towar, niż osoby, które sobie w tym czasie smacznie spały. Kiedy więc stała się niedziela i do kolejki zaczęli napływać nowi chętni, ekipa weteranów nocy przedstawiła im nową listę kolejkową, na której pierwszych 50 pozycjach byli tylko ci, którzy siedzieli pod sklepem całą noc, a na dalszych nowy kliencki narybek. Oczywiście ci, którzy byli na liście nr 1, nie pogodzili się z przewrotem i stworzyli alternatywną listę kolejkową. Koło wieczora na miejscu pojawiła się milicja i zaczęła uspokajać wybuchające awantury.
***
Skarga z 1983 roku
Nie chciano mi sprzedać szampana, choć pijanemu jegomościowi sprzedano w tym czasie wino. Dlaczego? - Bożena Zycholak.
Wyjaśnienie kierowniczki
Zacznę od początku. O godz. 14 przywieziono do naszego sklepu cukier, który miał być sprzedawany bez kartek. Wieść szybko rozeszła się po mieście i spowodowała szturm. Do godz. 18 sprzedaliśmy 4 tony. Na moich oczach rozgrywała się prawdziwa bitwa. Jednocześnie musiałam policzyć utarg. W tym kotle wywiesiłam więc na dziale z alkoholem kartkę jakąkolwiek, nie patrząc nawet, co tam napisane, że przerwa albo remanent i uciekłam na tyły na zaplecze. Była godz. 18.50, kiedy do mojego pokoju wszedł pijany olbrzym. Domagał się wina. Nie targowałam się, bo na biurku miałam rozłożone 13 milionów. Podałam mu butelkę. Zobaczyła to klientka, której już obsłużyć nie mogłam, i się wpisała.
Skarga z 1984 roku
Mimo iż nie mam kartki zarejestrowanej w tym sklepie, proszę o sprzedanie mi 30 dkg kiełbasy krakowskiej, ponieważ bardzo mi zależy - Wajdzik Alina.
Dopisek kierowniczki
Odmawiam ze względu na stany zerowe wędlin.
Skarga ze stycznia 1983 roku
Biały ser kładzie się na wagę, trzymając w dwóch palcach, którymi to palcami liczone są potem pieniądze. Proszę to zmienić - Janik.
Dopisek ekspedientki
Osobiście uważam, że nie ma innej możliwości jak podanie sera palcem.
Skarga z lipca 1989 roku
W dniu 3 lipca 1989 sprzedawano dywany podgumowane. Ekspedientki poinformowały, że będą wpuszczały kolejno z obu kolejek. Mimo że stałam na początku kolejki uprzywilejowanej, dywanu mi nie sprzedano. Ekspedientki zachowały się b. brzydko. Zostałam przez jedną popchnięta z całej siły, a kiedy upadłam, siłą mi dywan wydarła.
Dopisek kierowniczki
Serdecznie Panią przepraszamy za zaistniały incydent. Ekspedientce zwrócono uwagę o nietakim stosunku do klienta - Zdanowska.
***
PIC_40-4-194-1
Sklep z wyposażeniem kuchennym. Warszawa 1973.

Skarga z 1983 roku
Na wystawie są wystawione różne sery żółte, ale w sklepie nie ma ich w sprzedaży. Co to za zwyczaj reklamowania towaru, którego nie ma w sklepie. Proszę o wyjaśnienie - Tadeusz Kedzielski.
Wyjaśnienie kierownika
Sklep bierze udział w konkursie. Zrobiono więc wystawy konkursowe, na których umieszczono atrapy towarów. Samych towarów od dłuższego czasu niestety brak w sprzedaży 
***
Poniedziałkowy ranek wyglądał tak, że przed sklepem kłębiły się dwie wzajemnie wrogie kolejki zwyczajne oraz powszechnie znienawidzona kolejka uprzywilejowanych: kombatantów, krwiodawców, matek w ciąży, młodych małżeństw, etc. Milicja w sile trzech nysek usiłowała jakoś zapanować nad tłumem około 200 osób.
Na to wszystko pojawiły się ok. 9:30 ekspedientki i żona pana Wacia, kierowniczka. Popatrzyły na ludzi i powiedziały, ale hola, nie ma żadnego towaru.
„Spekulacja!”, zawył tłum, „ukrywają towar”, „złodzieje”, „sprawdzić zaplecze”, i runął na sklep. Tu już milicja musiała wzywać posiłki, bo wyłamano drzwi i ludzie wdarli się na zaplecze sklepowe, gdzie, niestety, znaleziono jakąś pralkę, która miała być sprzedana, ale jej klient nie odebrał, czy coś. Oczywiście żadnej dostawy nie było.
Personel uciekł ze sklepu i schronił się w milicyjnej nysce, posiłki milicyjne oraz gaz jakoś ostudziły emocje, w rozgardiaszu nieznani sprawcy wynieśli ze sklepu farelki i młynki do kawy, na miejsce przyjechał prokurator.
Pani Waciowa miała trzy miesiące z głowy, tłumaczyła się, pisała wyjaśnienia, milicja przeszukiwała jej dom i gospodarstwo rolne rodziny, z przerzucaniem siana w stodole włącznie. W końcu dali jej spokój, ale co przeżyła, to jej.
***
Dowcip zrobiony przed laty okazał się w efekcie straszny, jakimś cudem nie skończyło się to poważnymi zamieszkami albo więzieniem dla różnych uczestników tego zdarzenia, z nami na czele. Z jednej strony nadal mnie ta historia bawi, z drugiej, jak się zastanowię, robi mi się naprawdę zimno.
***
Cytaty w tekście pochodzą z książek skarg i wniosków sklepów PSS Społem, pisownia oryginalna, wykorzystane m.in. w artykule Grzegorza Sroczyńskiego z Gazety Wyborczej, "Książka wisiała, manikura trwała", 7.10.1999. Zdjęcia pochodzą z Narodowego Archiwum Cyfrowego.