Dziś blog wspiera:

czwartek, 11 lutego 2016

Jak wyhodować sobie problem


Banki ciężko pracowały przez ostatnie 15 lat na gorzki czopek, jaki im zaaplikuje nowy rząd. Lata wytężonej pracy przy manipulowaniu opinią publiczną, bagatelizowaniu problemów, przykrywaniu afer, lata braku reakcji na oczywiste dojenie obywateli - macie, czego chcieliście, wraz z wszystkimi ZBP, KNF i co tam jeszcze fajnego wymyśliliście do wręczania statuetek.


 Trendy zakupowe się zmieniają, i ludzie przestają kupować w sklepach na ulicach, a idą do galerii, albo władza lokalna rewitalizuje rynek i dzieje się na odwrót. Robi się cieplej, więc kupują mniej ubrań i butów na zimę, a więcej na okresy przejściowe, więc producenci polarów i trampek zarabiają mniej lub więcej. Węgiel tanieje lub drożeje, kopalnie zarabiają mniej lub więcej. Węgla wozi się po świecie więcej albo mniej, stocznie zarabiają więcej albo mniej na budowie statków. Ropa drożeje lub tanieje, i zależnie od tego więcej zarabiają floty samochodów i samolotów lub koncerny paliwowe. Ci, co zainwestowali więcej lub mniej w gaz łupkowy albo w instalacje do produkcji paliwa syntetycznego z węgla, w ślad za tymi trendami zyskują lub tracą. Ciepłe lato - zyskują browary, zimne lato - zyskują firmy wożące ludzi do Egiptu. Tak to już jest w gospodarce, nie?

Przepraszam za ten zalew banalnych oczywistości. Tylko z bankami i kredytami CHF/EUR w Polsce jest inaczej - jak banki nie zarobią w okresie, ha, ha, nieokreślonym (wyrabia się poczucie, że w ciągu roku, a chodzi przecież naprawdę o 20 lub 30 lat) jakiejś kwoty, którą dowolnie się określa na 28, 44, 80 albo 100 mld PLN (wpisz, co chcesz, papier jest cierpliwy, ciemna masa pismacka i tak tego nie weryfikuje), to ta kwota ZNIKNIE. Nie wiem, jak, na mój gust powinna się pojawić gdzie indziej, np. jak rodzina zamiast 2000 na miesięczną ratę do banku wyda 1600, to te 400 wyda na żarcie, ubranie, commuting, tenisa, wczasy, czy coś tam, z czego będą podatki, płace, rozwój gospodarki - ale wg bankowców i ich wiernych sługusów medialnych te pieniądze ZNIKNĄ. Nie wiem, czemu mają zniknąć, banksterzy tego nie tłumaczą, przecież jesteśmy debilami, głupimi dziećmi z Downem, można się tylko pochylić i poklepać z litością po policzku takiego, a szczegóły to sobie omówią pan Jeremi z panem Leszkiem i ewentualnie z tym tam Leslie Nielsenem z domu inwestycyjnego należącego do Pekao, czyli możemy go podpisać "niezależny ekspert".
(Czy ktoś rozumie, dlaczego wg logiki medialnej twarde zasady biznesu muszą obowiązywać wszystkich poza bankami? Czemu to wyłącznie kredytobiorcy mają akceptować zmianę tabeli opłat, a nie bank? Czemu sklep, stragan, szkoła językowa, taksówkarz, biuro nieruchomości mogą zbankrutować, ciąć koszty, zmieniać profil przychodów, uelastyczniać ofertę, a takie samo oczekiwanie wobec banku to jest naruszenie tabu i status quo i opierdoli mnie prof. Balcerowicz?) Bankowcy i ich sługusy przez lata mówiły, nieeeeee, nie ma sensu tego ruszać, kredyty frankowe są doskonale spłacane, poza tym to taki drobny fragment rynku bankowego, nie ma sobie co tym zaprzątać głowy, mamy zdrowy rynek bankowy, nigdzie na świecie banki nie mają takiej rentowności jak w Polsce, 9-12%, podczas gdy w starej Europie rentowność banku to jest 3, 4, czasem 6 procent. No bo przecież NIE DAŁO się w żaden sposób obniżyć opłat od spreadów, najwyższych na świecie opłat interchange za używanie kart, KONIECZNE były wszystkie akcje w rodzaju opcji walutowych czy polisolokat, które są bankową wersją wyjebania emerytów przez bandytów metodą na wnuczka. I WTEM okazuje się, że ten super zdrowy polski sektor bankowy, który tyle zarabia na kredytach złotowych, na prowadzeniu kont, na leasingach, na foreksie, na deweloperce (czy jest jeszcze jakiś bank, który nie ma własnej firmy deweloperskiej?), bo zagarnia się w ten sposób hałdy budżetowej kasy w ramach programów "Mieszkanie dla bankowca" i "Developer na Swoim", że ten super bezpieczny i dochodowy sektor bankowy chyba jednak w 100% zależy od tych kredytów walutowych udzielonych tej jakoby garstce ok. 650 tys. rodzin (bankstera poznasz po tym, że mówią "osób", no bo przecież każde mieszkanie kupione za CHF to wg ich narracji chyba jest jednosobowe). Bo przecież tak na zdrowy rozum kredyty CHF/EUR i jakie tam jeszcze były to powinno być mniej więcej 3 do 10% całego strumienia przychodów banków, a słyszymy, że CAŁY system się zawali. Najzabawniejsze jest, że KAŻDA próba dyskusji z obrońcami bankowego status quo to szereg prób zmiany tematu zakończonych jakimś oświadczeniem w rodzaju "budżet tego nie wytrzyma", tak, jakby w ogóle miał być jakiś budżet w to zaangażowany, albo jakby mityczne DOBRO BUDŻETU było dobrem nadrzędnym. Tymczasem, drodzy banksterzy, mieliście 7-8 lat na dobrowolne uporządkowanie tematu, tak, by wilk był syty i owca cała, ale woleliście ustami skaptowanych dziennikarzy powtarzać, że dobro systemu bankowego (i "budżetu") jest nadrzędne i że nie ma problemu. No to teraz macie problem, bo zabierze się za jego rozwiązanie banda żądnych sukcesu i poparcia populistów, którzy poszukają sposobu na jego sfinansowanie u was.