Dziś blog wspiera:

czwartek, 19 maja 2016

Podsłuchane (1): Zakłamana suka

1301
- Ale o co Wam poszło?
- Nie wiem, to ona na mnie napadła.
- To nie sprzyja atmosferze w pracy, wiesz.
- No wiem, ale co mam zrobić? Ona jest taka fałszywa.
- Marlena czy Ola?
- Właściwie obie. Ty tego nie wiesz, wy tam macie swój gabinecik chłopacki i pierdolicie wszystko, co się dzieje w kancelarii.
- Nie pierdolimy, tylko mamy wrażliwe tematy, a z wami się nie da wytrzymać, boście się wszystkie poobrażały i nawet pierdnąć nie można, żeby jakiejś scysji nie było.
- To nie moja wina, ja do niej podeszłam życzliwie.
- Do Marleny czy do Oli?
- Do Aleksandry.
- No tak, do Aleksandry. Życzliwie podeszłaś.
- Ja zawsze podchodzę do ludzi życzliwie, jak zaczynała pracę, to nic do niej nie miałam. Ja jestem taka otwarta, miła, nie mam uprzedzień, przecież jak ja mogę mieć uprzedzenia, trzeba otwarcie podchodzić do nowych ludzi, dla nich to też jest stresująca sytuacja, jest nowa, nie zna firmy, musi tu wszystkich poznać, więc podeszłam do niej otwarcie, pokazywałam jej wszystko, gdzie kawiarka, gdzie co, nawet jej pomogłam lampkę ustawić, żeby mnie nie raziła, bo ona tak ustawiała, że mnie raziła, teraz się zastanawiam, czy nie specjalnie tak.
- Daj spokój.
- No i ona zaczęła pracę, a była taka milutka, wiesz, ja do niej otwarcie, a ta mi się zaczyna zwierzać, no normalnie się zaprzyjaźniać ze mną chcę, no co jest kurwa? To, że jestem otwarta dla każdego i pomocna i w ogóle, to jeszcze kurwa nie znaczy, że każdy ma się ze mną zaprzyjaźniać, co to jest.
- No wiesz, może jakoś mylne sygnały odbierała od ciebie.
- Ale jakie kurwa mylne sygnały, jak jej od razu powiedziałam, słuchaj, Ola, ale nie wciągaj mnie w swoje sprawy, mnie nie obchodzą twoje sprawy sercowe czy tam rżnięcia, czy co ty tam odpierdlasz, bo wiesz, ona po każdym weekendzie musiała mi się zwierzać przy kawiarce w poniedziałek rano, kogo to zaliczyła, bo wiesz, ona karierę chce zrobić.
- Przez bzykanko?
- No chyba.
- No u nas ma małe szanse… ha, ha...
- To tak, z tymi dwoma pedałami, to faktycznie wyżej dupy nie podskoczy. Ty już prędzej.
- Daj spokój.
- No co, chyba jesteś w typie Adriana, nie?
- E, chyba nie.
- Przecież dał ci tę sprawę z przeszczepem nerki.
- On mi dał tę sprawę, bo mu się do Szczecina nie chciało jechać.
- Jak kurwa do Szczecina?
- No do Szczecina.
- Przecież dawca jest z Warszawy, z tego, co pamiętam.
- Dawca jest z Warszawy, biorca jest z Warszawy, i zespół, co pobierał jest z Warszawy, a myśmy ich wszystkich wozili do Szczecina.
- Ale po chuj?
- Nie po chuj, tylko tutaj koordynacja sali i terminu nam się wysypała, a w Szczecinie Adrian kogoś ma i był wolny termin.
- I ty ich wszystkich woziłeś samolotem do Szczecina?
- Nie, tylko biorcę, płaci fchuj kasy, niech ma.
- A dawca?
- Miał auto załatwione w jedną stroną, a z powrotem to nie wiem, chyba go karetka wiozła, ale to już na koszt tamtego szpitala, oni zresztą dostali działę.
- A zespół?
- A tego nawet nie wiem, mieli być na jakąś godzinę, i byli, nawet nie wiem, czy oni wszyscy byli z Warszawy, czy tylko ten nasz dziadziuś.
- On już długo nie pociągnie.
- No tak wygląda, ale może to tylko taka twarz specyficzna.
- Mógłby se przeszczepić twarz.
- Klienci i tak go nie widzą.
- Ale przeszczepy twarzy to jest jazda, wiesz, ile będzie zleceń?
- Nie bierzemy takich spraw, trzymaj się od tego z daleka.
- No teraz jeszcze jest chyba za wcześnie.
- Nawet jak będzie już niewcześnie, to ja bym tego nie brał.
- Czemu?
- Wiesz, jak komuś przeszczepiasz nerkę czy tam jakąś rogówkę nawet, to ludzie tego raczej nie oglądają, nie ma się czemu przyglądać, zwłaszcza jak to jakiś bebech. Jak się klient w dwa-trzy lata nie wysypie, to powoli o tym zapomina i sprawa z głowy. A twarz, no to wiesz, codziennie się ogląda, nigdy nie będzie idealnie, ludzie do końca życia mogą mieć pretensje, jeszcze chuj wie, jak taka przeszczepiona twarz się starzeje, wiesz, za 5 lat przychodzi klientka, 35 lat i wszędzie zmarchy i masz sprawę na pięć lat na wokandzie, bo ona się czuje oszukana, a przecież miała surowe mięcho przed tym, tylko już tego nie pamięta. Nerki, kurwa, nikt se nie ogląda co rano przed lustrem.
- Ale to wiesz, można w dwa ognie takie temat brać.
- Sprzedawać organ i reprezentować w sądzie?
- No tak, przez drugi podmiot.
- Kapną się.
- Nie kapną się. Poza tym jaki to jest rynek, nikt tego na dużą skalę nie robi.
- Najpierw skasować za przeszczep, a potem reprezentować w sądzie, jak coś się spierdoli?
- No.
- Ale to masz konflikt.
- Nie masz konfliktu, przecież im kurwa sam tej śledziony czy tam policzka nie przyszywasz.
- No nie, ale robi to nasz zespół.
- Robi to j a k i ś zespół. Ty jesteś jak notariusz, co przygotowuje dokumenty, żeby se klient kupił mieszkanie, przecież nie odpowiadasz za krzywą podłogę.
- Ale to de facto my ten dom stawiamy.
- Ale klient tego nie wie i nie od nas go kupuje.
- Czyli co, sprzedajemy nową buźkę i dajemy gwarancję, że jak się coś zjebie…
- Opcjonalną.
- No tak, opcjonalną. Normalnie nerka z zabiegiem sześćdziesiąt, a z gwarancją na 5 lat dziewięćdziesiąt.
- Trochę drogo.
- Zapłacą.
- A jak przyjdą po gwarancję?
- Jak się coś spierdoli, to połowa nie będzie mieć czasu i okazji, żeby szukać kwitów. A drugą połowę możemy reprezentować w sądzie przeciwko wykonawcy.
- Ale to nikt nie będzie chciał dla nas robić?
- No co ty, przecież tych zespołów nkt nie znajdzie, przyjadą jakieś Stiepany, wytną, wszyją, i wrócą do swojego Kijowa.
- To kto beknie?
- Nikt.
- Czyli jest pomysł.
- No dobra, a co z tą Marleną?
- Co ma być z Marleną?
- No coś się poprztykałyście.
- A bo ona przyniosła jakieś swoje sprawy z poprzedniej kancelarii i nie robi z nami.
- Jak to?
- No tak to, żre firmowe ciastka, pije firmową kawę i zużywa firmowy papier, a sprawy swoje robi.
- Ale jej klienci płacą nam.
- A gówno tam płacą, powiedziała, że musi pozamykać, że lojalność, że pozyskiwanie klienta, i stary jej powiedział, że ma miesiąc na zamknięcie i zdanie tych tematów, do starej firmy czy coś, i że po miesiącu ma mieć samych płacących u nas.
- No to sama widzisz.
- Ale to było trzy miesiące temu.
- Okurwa.
- No to teraz ty widzisz.
- Trzeba by ją podpierdolić.
- Ale jak?
- Rachunki wyślijmy klientom. Masz dane?
- Mogę mieć, bo u niej to wszystko porozpierdalane w szafce i na biurku. Będzie chaja.
- Co będzie?
- Chaja.
- Ty gruba wieśniaro.
- Ty chudy pedale.
- No dobra, wysyłamy rachunki, Jadzia im wyśle, klienci się wkurwią, że ich podwójnie czardżujemy, i Adriano się dowie, że Marlenka od trzech miesięcy się opierdala na koszt firmy.
- Ale wiesz, jest jeden słaby punkt. Ci klienci mogą zapłacić.
- No tak, to wtedy kurwa będzie gwiazdą.
- Ona już jest gwiazdą. Jak bym jej jebła, jak przychodzi rano i kręci tym dupskiem, wiecznie taka zadowolona, i titiutiu, kochaniutka, co tam u ciebie, Andżela, jak bym jej odwinęła za tą Andżelę w ten chudy ryj.
- No wiesz, to jest ładna laska.
- To ją wyruchaj.
- Daj spokój.
- No właśnie, pedał.
- Naprawdę się przyjebujesz do każdego.
- Daj spokój, przecież ja jestem otwarta, zawsze do każdego mam spoko podejście, życzliwe.
- No właśnie widzę.
- No chyba, że ktoś jest zakłamaną suką, jak Marlenka, albo zasraną mitomanką, jak Olusia.
- Albo pedałem.
- No właśnie, was, chude pedały, nienawidzę najbardziej.