Dziś blog wspiera:

sobota, 14 maja 2016

Magdalenka (1): The Cult, "Love" (1985)



W Trójce magdalenka: leci The Cult, "She Sells Sanctuary".

A ja przenoszę się do tej zasikanej bramy gdzieś na początku Karmelickiej, może to była Karmelicka 3? Albo Karmelicka 5? I ten malutki sklepik, z instytutu na Krupniczej miałam tu trzy kroki, nie było SoundHounda, drogie dzieci, więc stawałam przed takim młodym z bródką i ćwiekami w policzkach, albo przed jego dziewczyną, która na mnie leciała, i mówiłam, słuchaj co to jest, titiii, titiuuuu, that it couldn't be me and be her, in between without you, without you... 

On zamykał oczy, jak był za ladą on, kiwał głową, bujał się cały, mówił, dawaj mała, jeszcze raz, znowu nuciłam, on mówił, hm, brzmi jak coś z kjurów, chyba to ta nowa, zarazara, a tu gdzieś mam w robocie właśnie, a „w robocie” oznaczało te tam na regale polskie brązowe decki dwukasetowe ze średniej wieży, które w kółko kopiowały kasetki, trzeba było poczekać, po chwili była cieplutka kaseta za jakieś nieduże pieniądze, okładka to było czarnobiałe zdjęcie na papierze fotograficznym, z tytułami wypisanymi pismem technicznym od szablonu.

Tego dnia była ona, ona miała inną technikę, powiedziała, zamknij oczy, mała, i przypomnij sobie i zanuć, zamknęłam oczy, tattaaaa taataaa ojeeeee princess, but no virgin, her voice cut like a razor, poczułam, że mnie bierze za rękę, cała w skórach i piercingach, z tym makijażem, but no virgin, powiadasz, powiedziała nisko, chrapliwie, otwarłam oczy, uśmiechała się, to LOVE, kochana, powiedziała, czułam się trochę głupio i było mi gorąco, to LOVE, najnowsza płyta The Cult, powiedziała, tam jest ten kawałek, "Little Face", ale też jest niezły kawałek, "She Sells Sanctuary", posłuchaj.






Kupiłam w milczeniu kasetę, serce waliło mi w gardle, patrzyłam na nią, ale trochę jednak pod nogi, ona patrzyła na mnie uśmiechnięta, zapłaciłam i uciekłam. Płyta mi się, poza "Little Face", tak od razu nie spodobała, ale dorosłam do niej w dwa czy trzy miesiące.

Potem, kiedy wyniosłam się z cholernych Bronowic do Żaczka, do Nowego Żaczka, oczywiście, kupowałam kasety już u tylko u Pudla, na Rynku, tam w oficynie, łączyły te sklepiki te cuchnące moczem bramy, i te dwukasetowe decki do przegrywania płyt. Tę kasetę z Karmelickiej ciągle mam, nagrywana z winyla, słychać trzaski na początku, Pudel nagrywał już z kompaktów, a potem, to już wiadomo, MacMagic, czy jak się tam ten biznes nazywał.

Ciekawe, co ona teraz porabia.

W każdym razie słucham "She Sells Sanctuary" i czuję ten ucisk w gardle, tę krew pulsującą w skroniach, znów jest ten październikowy czy listopadowy dzień, 1985, cały Kraków, jak to Kraków, czuć siarą, zgnilizną, moczem, uciekam ściskając kasetę z tego małego sklepiku w suterenie.